Dzień do dupy

bo zaczął się paskudnie i taki już pozostał do wieczora. Już w południe miałam ochotę schować się pod kołdrą, zasnąć i obudzić jutro. Jak co czwartek budzik zadzwonił o 6:30 a ja z premedytacją go wyłączyłam i spałam dalej. Dzięki temu przebudziłam się dopiero po 7ej i musiałam zalogować się z domu bo do pracy dojechać na czas nie było szans. Wrzuciłam na siebie jakieś przypadkowe łachy i buty i biegiem do garażu a tam – ciemno. W aucie - zimno, włączam cd i słyszę cyk cyk cyk zamiast pobudzającego dźwięku w postaci jakiegoś przeboju ze składanki Karoliny pt. Wiocha Hits 3. Ale nic to – jadę. Wbiegam do pracy – prawie nikogo jeszcze nie ma i w głównym korytarzu wywijam pięknego orła. Podnoszę się i biegnę dalej zostawiając metrową, różową smugę z moich szpilek na podłodze.

Włączam komputer – działa. Super – myślę sobie, nie jest jednak tak źle. Sprawdzam maile a tam pośród kilkunastu standardowych requestów – jeden kwiatek, którego prawdę mówiąc spodziewałam się już od jakiegoś czasu. Mail zaadresowany do mnie ale w CC mnóstwo dziwnych ludzi z całego świata – Justyna, zamówienie poszło wtedy i wtedy, załącz proszę zgodę na release. Nie zastanawiając się długo odpisuję odruchowo DO WSZYSTKICH, że zgody nie ma bo proces jest wstrzymany bo mamy buga w systemie a specjaliści od raportów nie potrafili wygenerować tego manualnie. Mija kilka minut i zaczyna się piekiełko. Czy jest wdrożony proces tymczasowy? Czy oficjalnie było to komunikowane, bla bla bla. I co mam im powiedzieć? Że zgłaszałam to tym od roboty i tym na górze i mnie ignorowali dwa miesiące więc sama postanowiłam w końcu zignorować temat a teraz szukają winnych? Wrr. Organizuję spotkanie żeby o tym pogadać. Szukam pokoju konferencyjnego blisko mnie żeby nie przechodzić przez ten cholerny korytarz i nie wyrąbać się po raz kolejny. Pokój wolny od 14 do 15:30. Bookuje na 14. Pani S. nie pasuje bo ma interview. Pytam Panią L. czy jest jutro na miejscu bo trzeba się spotkać – nie ma jej ale mówi że ma chwilę dziś o 15. Bookuję salę na 15tą i wysyłam zaproszenia. Nie dochodzą. Zgłaszam błąd do Pani S. – nie pomaga. Za trzecim razem dostaję potwierdzenia i czuję ulgę.

Przychodzi wiadomość od ludzi z gratulacjami nowego stanowiska jestem w końcu Software Assurance Program Manager’em. Myślą że nie wiem, że władowali mnie na minę. Jestem świetnym przykładem na to jak można nic nie robiąc dostać stanowisko tylko dlatego chyba, że nikt inny go nie chciał bo się bali. Od teraz będę nie tylko robić dużo więcej niż robiłam ale będę też bekać za każde tysiąc euro których nie wysępię od Microsoftu. W dodatku Pan D. informuje mnie że idzie od jutra na dwa tygodnie urlopu i czy zajmę się skrzynką pocztową pod jego nieobecność. Pewnie że się zajmę. Mam inne wyjście? To od wczoraj moja skrzynka przecież więc korona mi z głowy nie spadnie jak do 15tego popracuję bez sekretarki w postaci Pana D.

Biorę się za slajdy na wtorkową prezentację i dzwoni Pan A, który potrzebuje paru zmian na stronie internetowej do której nie ma dostępu. Mówię że bez dostępu do ftp nic nie mogę zrobić ale obiecuje że załatwi. A jak nic nie zrobie to nic nie zarobię przecież. Sprawdzam swoje konto. Rachunki zeszły, faktury nie weszły – muszę pociągnąć z rezerwy na ratę kredytu. Ciągnę. Zostaje 7 euro a wypłata za 22 dni – super.

Dzwoni Pan G. i mówi że podjedzie na kawkę. Myślę – no wreszcie pozytywny akcent i robi mi się miło na samą myśl ;) . Zamykam slajdy i gnam przypudrować nosek. Łykam furagin bo mierzi mnie po przewianiu dupy w garażu dzień wcześniej i wywijam kolejnego orła na tym samym korytarzu co rano. Rozglądam się czy nikt nie widzi i głośno w myślach krzyczę: mam to w dupie, zbieram się i idę dalej. Wypijam kawę, mało słodka ale jeszcze lepsza niż zwykle, ucinamy pogawędkę, daję z siebie poszydzić i wracam do roboty bo o 15tej spotkanie. A na nim dowiaduję się że największy problem to to że na poranną wiadomość odpisałam do wszystkich zamiast do Pani T i Brazylia dowiedziała się że Galway ma dziufe w systemie. Ja pitole faktycznie wielkie halo. Pytam w takim razie dlaczego Pani T. skopiowała wszystkich w swoim zapytaniu. W odpowiedzi słyszę że Pani T. naiwnie sądziła że dostanie zgodę i po sprawie. Mówię że Pani T. wiedziała o problemie z systemem tylko to olała ale nikt mi nie wierzy. W dodatku o 15:25 wpada do pokoju statystka i mówi że ma pokój zarezerwowany od 15:15 i nas wygania. No super – zrobiłam z siebie durnia po raz kolejny. Przybiegam do biurka i sprawdzam rezerwację – MAM jak byk zaakceptowane ale kogo to już teraz obchodzi. Piszę ironicznego maila do Pani S. że chyba potrzebne mi szkolenie z organizacji spotkań bo jakimś cudem pokój był overbooked, załączam akceptację z rezerwacji i puszczam w świat. Wchodzę w spotkanie w outlooku – pokoju brak. Jak? Pytam jak do cholery mógł zniknąć. Liczę że Pani S. nie uzna mnie za skończoną idiotkę i przypomni sobie errory które jej wysyłałam rano.

Podchodzi druga Pani T. i mówi że jest problem bo musi skredytować dwa zamówienia bo wczoraj wyszły mimo że są duplikatami i czemu to nie zostało wyłapane. Sprawdzam z moim Cover i okazuje się że chyba nie zauważył. Głupio mi za niego ale co mogę na to poradzić. To klient wrzucił podwójne zamówienia a że Pan Cover nie wyłapał to już inna sprawa. Pan Cover nawiasem mówiąc jest perełką w tym moim służbowym świecie – mądry facet i tyle. A że przeoczył duplikaty – no cóż zdarza się najlepszym. Nie ochrzaniam bo go lubię, zwracam tylko uwagę żeby pamiętał następnym razem.
Wybija 16:30, idę na parking – auto zaparowane. Odparowuję 10 minut, cd ma wystarczająco dużo czasu na odcykanie swojego i uruchomienie się. Jadę do domu skrótem i wpieprzam się w mega korek. Burczy mi w brzuchu, chcę do domu i stoję bezczynnie na dwupasmówce tęskniąc za moim dzieckiem.

Wchodzę do domu – sushi – mniam, mój słodki skarbek z ciocią Karoliną zrobił mi niespodziankę. Jedziemy do sklepu wydać 7 euro :) , spotykam w kasie Panią Nową Która Wpadła W Oko Mojemu Ex. Pytam ją czy wybiera się na party świąteczne, mówi że nie i pyta czy ja się wybieram. Nie mam nic wspólnego z jej firmą więc odpowiadam że nie ale pytam bo wybiera się mój były Pan M. z poważnym zamiarem względem Pani Nowej. Pani Nowa macha ręką na natrętne zaloty Pana byłego M. – mam satysfakcję nie wiem czemu.

Wieczorem kradnę stronę z serwera firmy reklamowej mojego klienta – Pana A. bo przysłał dane i zamiast grzecznie wstać po ululaniu Niuni i sprawdzić czy strona działa padam na pysk.

Fajny dzień co? A napisałam to żeby móc to przeczytać i żeby mi było po przeczytaniu lżej i okazało się że nie jestem aż taką pierdołą i że może podchodzę do siebie zbyt krytycznie i czepiam się siebie bezpodstawnie. Zaraz to przeczytam i napiszę czy mi lepiej.
Lepiej, bo wiecie co? Ch… z tym. Mam najwspanialsze dziecko na świecie, jeteśmy zdrowe i mamy (póki co) co jeść. Wszystkie gówna w moim życiu zniosę bo mam Niki.

Pozdrawiam Was Laski
Just


3 Responses to “Dzień do dupy”

  1. Monz pisze:

    Hmmmm, tylko kto to pani S., L, pan D i pan G? Domyslam sie tylko nie wiem czy pierwsze imie czy nazwisko? :) Fajny dzien mialas… Jutro musi byc lepsze ;) Pozdr Justa, jest dobrze xxx

  2. Justyna pisze:

    A ty co tu robisz i to tak piorunem. Pani S to Locha, pan D to ten co robi po tobie raporty, Pan G – to mhmmm, wspominałam przecież słowem w mailu, Pani L to Lenka. Pierwsza Pani T to ta od odgarnianych włosów a druga Pani T to ta najstarsza.

    • Monz pisze:

      Hahahaha czyli dobrze sie domyslalam :) Tylko po wpisie myslalam, ze pan G to ktos z pracy tak jakos.
      A jestem tu bo bylam na skypie i mialas tam linka wiec kilknelam, Dobry wpis z humorem :) Jak ja testknie za naszymi przezwiskami – locha, pudel, kudlaty ehhhh lol

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

comments-bottom

Featured Photos

Dzień do dupy Posted by author icon Justyna gru 2nd, 2011 | 3 responses
Gdzie jest granica i... Posted by author icon Justyna lis 20th, 2011 | 3 responses
Coś, co serce rusza&... Posted by author icon Małgorzata lis 19th, 2011 | no responses

Top Rated

Spotkanie GjagTeam. ... Posted by author icon Justyna
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading ... Loading ...
Rysunki GjagTeam Posted by author icon Justyna
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading ... Loading ...
Niki Posted by author icon Justyna
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading ... Loading ...

Najnowsze fotki

aimg_0427 aimg_0395 aimg_0368 aimg_0195 aimg_0172 aimg_0162 aimg_0147 aimg_0134 aimg_0125 SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA dscn2040